Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zamknij

Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu - Złote Pióro 64: Czytanie ze zrozumieniem

Złote Pióro 64: Czytanie ze zrozumieniem

Zauważyłem, że nie wszyscy rozumieją, co czytają. Problem dotyczy interpretacji zarówno moich tekstów bibliotecznych i pozabibliotecznych, jak i treści zredagowanych przez inne osoby. Ludzie potrafią wyczytać w nich rzeczy, które nie zostały napisane. Co pewien czas w sieci pojawiają się błędne informacje niemające pokrycia w cytowanych źródłach. Postanowiłem więc napisać artykuł o współczesnych problemach ze zrozumieniem słowa pisanego. Czy umiejętność właściwej interpretacji tekstu staje się już sztuką, domeną wybranych?

Przykłady

Znalazłoby się ich więcej, ale nie chodzi mi o jednorazowy zalew informacji.

Kto organizował dyktando?

Po opublikowaniu artykułu nr 57, w którym zachęcałem do udziału w IV Dyktandzie Kaliskim, dwa portale zrobiły ze mnie organizatora tej imprezy, choć za takiego się nie podawałem. Jako laureat imprezy jedynie promowałem ją.

Zrobiłem później eksperyment: zapytałem ChatGPT, kto organizuje dyktando. Program, który nieraz się myli, tu bezbłędnie wskazał prawdziwych organizatorów, czyli Miasto Kalisz i Szkołę Podstawową nr 22. Dopytałem, jaka jest rola naszego klubu. Tu również wszystko się zgadzało, gdyż przypisał nam tylko rolę promocyjno-edukacyjną. Dowód pod linkiem. Skoro nawet maszyna poradziła sobie, skąd w artykułach takie przeinaczenia?

Trochę czasu zajęło, aż wszystkie błędne informacje usunięto.

Jeden z artykułów „Złotego Pióra” został z niezrozumiałych powodów potraktowany jako opis spotkania, choć to był tylko felieton. Nigdzie nie było w nim mowy o spotkaniu. 

A może owe artykuły pisze jakiś inny program sztucznej inteligencji? Nie mam pewności, ale charakter języka, tzn. niespójność treści i duże problemy z analizą tekstów źródłowych skłaniają mnie do takich przypuszczeń, choć mając na uwadze niżej opisane przykłady, nie można wykluczyć, że człowiek też może tak pisać. Zobaczymy, jak zostanie zinterpretowany ten artykuł.

Czasem pytam sztuczną inteligencję, gdy inne metody są niewystarczające, ale traktuję ją tylko jako narzędzie pomocnicze. Nie zamieszczam nigdy artykułów napisanych wyłącznie przez automat.

Dla kogo bezpłatna komunikacja miejska?

Gdy na pewnym portalu wyraziłem swoją opinię, że gdybym miał do wyboru płatną komunikację miejską z większą liczbą kursów i linii lub bezpłatną, ale ograniczoną, wybrałbym to pierwsze, w komentarzu zostałem posądzony o to, że postuluję zniesienie bezpłatnych przejazdów dla emerytów, co było nieprawdą, bo niczego takiego nie napisałem i do głowy mi nie przyszło, że ktoś dopisze do mojego wywodu taką treść. Zdementowałem to i wyjaśniłem, że chodzi o odpłatność przez osoby, które wówczas nie miały ulg. Inna internautka zrozumiała to właściwie i podsumowała, że dla niektórych czytanie ze zrozumieniem jest za trudne.

To ja mam firmę?

Pracownicy firm zajmujących się pozycjonowaniem stron www, wchodząc na moją prywatną witrynę http://geografia-mg.cba.pl myślą, że to jest wizytówka firmy (czy ja o czymś nie wiem?), mimo że wyraźnie zaznaczyłem, iż strona jest poświęcona głównie podróżom transportem zbiorowym oraz zwiedzaniu, a prowadzona przez hobbystę. W efekcie otrzymuję schematyczne mejle (o podobnej treści) z ofertą współpracy. Jedna osoba myślała nawet, że jestem przewodnikiem, i przygotowała profil na jakimś portalu przewodnickim, tylko kliknąć i potwierdzić! Jako klient nie chciałbym współpracować z kimś, kto nie umie czytać.

O czym naprawdę pisał Arkadiusz Pacholski?

Błędnie interpretowano teksty naszego nieżyjącego kolegi Arkadiusza Pacholskiego. Gdy pisał, że w Kaliszu jest za dużo samochodów, nie chodziło mu przecież o to, że ma ich nie być wcale, lecz o to, żeby nie przesadzać z ich liczebnością ponad faktyczne potrzeby. Ja tak zinterpretowałem jego artykuły. Niesłuszny był zarzut, że to paranoja, aby namawiać do rezygnacji z dóbr cywilizacji (tzn. aut). Nie przypominam sobie, aby postulował całkowitą ich nieobecność w mieście. Nie miał też sensu arogancki komentarz, żeby kupić mu samochód. Ktoś nie zrozumiał, że pan Arkadiusz tłumaczył, iż własny pojazd nie jest mu potrzebny.

Odczyt danych z wyszukiwarki połączeń

W lokalnych wiadomościach błędnie podano, że o godz. 5.03 jedzie pociąg z Kalisza do Ostrowa Wielkopolskiego przez... Pleszew. Pomyłka spowodowana była prawdopodobnie błędem odczytu z internetowej wyszukiwarki połączeń. Pokazywała ona bowiem, że pociąg ten jedzie do Poznania przez Pleszew, natomiast aby dostać się do Ostrowa, należy się przesiąść na inny skład. Mamy tu więc też dodatkowo kwestię nieumiejętności posługiwania się systemami informacji pasażerskiej.

Wiecznie żywi?

Teraz będzie śmiesznie i strasznie. Gdy biblioteka przed laty kupiła starodruk, któryś ze współpracowników zredagował notatkę o tym wydarzeniu, a następnie rozesłałem ją do mediów. Wkrótce otrzymaliśmy telefon z prośbą o rozmowę z autorem starodruku! Osoba, która dzwoniła, nie doczytała, że nazwisko pojawiające się w otrzymanym tekście nie dotyczy naszego współpracownika, jak myślała, lecz zmarłego bodajże w XVIII wieku autora książki.

Były też telefony od telemarketerów, którzy prosili do telefonu nieżyjącą już kadrową sprzed lat, choć to może wynikać z braku aktualizacji przez nich naszych danych.

Na drzwiach

Wiele osób nie czyta krótkich, ale istotnych komunikatów na drzwiach wejściowych instytucji.

Podsumowanie

Widzicie teraz, że pobieżne czytanie doprowadza do zabawnych, ale i nieraz niewesołych sytuacji. Możecie narazić na nieprzyjemności osobę, którą niedokładnie cytujecie. Ważne, aby czytać ze zrozumieniem. Niestety, obserwując, że są z tym w społeczeństwie problemy, czasem się boję, co jeszcze zostanie wyczytane z moich tekstów, mimo że tego czegoś nie napisałem.

Zdarza się, że niezrozumienie treści wynika z zastosowania przez piszącego fachowej terminologii. Nikt nie jest specjalistą od wszystkiego, można więc usprawiedliwić czytającego, jeśli nie jest zawodowcem w danej dziedzinie. Nie musimy się winić za nierozumienie pracy licencjackiej z fizyki, skoro sami fizykami nie jesteśmy. Gdy jednak tekst napisano poprawnym językiem ogólnym, a mimo to doszło do przeinaczenia, może to wynikać z pobieżnego czytania. Wówczas winę ponosi czytający, a nie piszący.

Z niepokojem obserwuję pojawiające się w sieci komentarze, według których sprawy językowe nie są czymś ciekawym i ważnym. Efekty później widać w postaci absurdalnych napisów w przestrzeni publicznej.

W galerii na dole prezentuję mem o niezrozumieniu treści. Takiej sytuacji jak na nim na szczęście jeszcze chyba nie mieliśmy.

Do tego kwiatek językowy z Olsztyna.

Marcin Galant

zlote.pioro@mbp.kalisz.pl 

https://mbp.kalisz.pl/p,190,klub-milosnikow-polszczyzny-zlote-pioro#skip

Banery/Logo