Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zamknij

Złote Pióro 5: Nieporozumienia językowe

Dziś nie będzie wyłącznie o poprawności, lecz właśnie o nieporozumieniach na tle językowo-kulturowym. Jedną z inspiracji jest przeczytana kiedyś książka Steffena Möllera „Berlin-Warszawa-Express. Pociąg do Polski”, dostępna w Filii nr 4. Podyskutujmy o tym, co w języku powinno się zaakceptować, a co nie.

Oto cytat, który od paru lat chodzi mi po głowie:

Dyrektor pięknego Muzeum Miejskiego Wrocławia opowiadał mi ze wzburzeniem, że kiedyś prawie sześć godzin oprowadzał grupę niemieckich turystów. Po zakończeniu zwiedzania dystyngowany starszy pan poprosił go na bok i powiedział:

- Panie dyrektorze, w sali barokowej oderwała się pozłacana listwa na ścianie. Powinien pan to naprawić!

Uwaga ta jeszcze przez wiele miesięcy doprowadzała dyrektora do szewskiej pasji. - Już nigdy nie poświęcę tyle czasu żadnej niemieckiej grupie!

Doszło tutaj do klasycznego nieporozumienia kulturowego. Oczywiście, dyrektor w ogóle nie miał racji co do oceny zachowania tego starszego pana. Zgłoszenie uszkodzenia mylnie odebrał jako krytykę swojego muzeum, podczas gdy było dokładnie na odwrót, chodziło o wyraz najwyższego uznania. Po sześciogodzinnym zwiedzaniu gość z Niemiec czuł się tak współodpowiedzialny za ten piękny obiekt, że zgłosił usterkę, bo chciał przyczynić się do polepszenia wizerunku polskiej placówki.

Przeanalizujmy, co tu się stało: dyrektor muzeum kompletnie źle zinterpretował sens wypowiedzi swojego rozmówcy. Tu chodziło o nieporozumienie kulturowe, ale chyba każdemu zdarzyło się być źle zrozumianym nawet przez Polaka, niekoniecznie nowo poznanego. 

Z czego to mogło wyniknąć? Mam swoje przypuszczenia. Proszę się nie obrażać, ale przyznam się, że naprawdę przez większość życia uważam, iż obyczaje w Polsce nie są na miarę naszych czasów, mogłyby być lepsze i warto zreformować je w celu poprawy komunikacji międzyludzkiej. Chciałbym, żeby Polska była nowoczesnym krajem i nieraz zadaję sobie pytanie, dlaczego pewne zachowania jeszcze nie są powszechnie uznawane za poprawne (tzn. przez jednych tak, ale przez wielu nie), choć spokojnie mogły być „zalegalizowane”, czyli akceptowalne. Spokojnie, nie namawiam do akceptacji odzywek ordynarnych i wulgaryzacji języka, ale wręcz przeciwnie. Apeluję o dopuszczenie merytorycznej krytyki. Może wystarczy już mówienia, że tego nie wolno, tamtego nie wypada, bo ktoś się obrazi? Według mnie opisana w książce wypowiedź Niemca w obecnych czasach nie powinna być już odbierana jako niewłaściwa. Przykro mi, że tak została zinterpretowana.

Z moich obserwacji wynika, że sytuacja zmienia się na plus, niemniej problem jeszcze jest poważny. Nigdy nie mamy pewności, czy nasz rozmówca jest już „po reformie obyczajów”, czy może jeszcze nie. Mnie mentalnie dużo bliżej do zacytowanego niemieckiego turysty, choć jestem rodowitym Polakiem, a do chwili opublikowania tego tekstu przez Niemcy jedynie przejeżdżałem autostradą. 

W mojej ocenie zwracanie komuś uwagi nie powinno już uchodzić za przejaw braku szacunku, i to bez względu na wiek zwracającego uwagę i tego, do kogo jest ona kierowana. Jeśli jakiś czytelnik, nawet znacznie młodszy ode mnie, znajdzie błąd w którymś z moich tekstów, to w przypadku słuszności takiej uwagi nie tylko nie skrytykuję go, aby się nie wymądrzał, lecz natychmiast skorzystam z jego cennej uwagi i błąd poprawię. 

Gdy obywatel (w tym podwładny) wyrazi inny pogląd niż ma prezydent czy minister, to o ile zrobi to w sposób kulturalny, bez hejtu, dla mnie jest to w porządku. Zupełnie inna sprawa, czy adresat skorzysta z tych uwag, czy nie. Jako osoba decyzyjna nie ma takiego obowiązku, ale wolałbym, aby traktował wnioski jako wartościowy materiał do analizy, a nie jako nieuprawnioną krytykę swoich działań. 

Wrócę do książkowego cytatu. Czy nie lepiej by było, gdyby sprawa potoczyła się tak:

Dyrektor pięknego Muzeum Miejskiego Wrocławia opowiadał mi z dumą, że kiedyś prawie sześć godzin oprowadzał grupę niemieckich turystów. Po zakończeniu zwiedzania dystyngowany starszy pan poprosił go na bok i powiedział:

- Panie dyrektorze, w sali barokowej oderwała się pozłacana listwa na ścianie. Powinien pan to naprawić!

Uwagą tą dyrektor jeszcze przez wiele miesięcy chwalił się, jakiego miał uważnego turystę. - Na niemieckich grupach to można polegać!

Zgłoszenie uszkodzenia słusznie odebrał jako wyraz najwyższego uznania dla swojego muzeum. Trafnie wyczuł, iż po sześciogodzinnym zwiedzaniu gość z Niemiec czuł się tak współodpowiedzialny za ten piękny obiekt, że zgłosił usterkę, bo chciał przyczynić się do polepszenia wizerunku polskiej placówki.

Odwróciłem bieg wydarzeń o 180 stopni. Czy nie można tak podchodzić do sprawy? Nie dopatrujmy się złośliwości we wszystkim, co ktoś mówi. Apeluję o to, aby nie oceniać ludzi zbyt pochopnie, a to zdarzyło się opisanemu w książce dyrektorowi muzeum.

W książce „Jak się dogadać? Czyli retoryka codzienna” Anety Załazińskiej i Michała Rusinka znalazłem dylemat: co zrobić, gdy dostaniemy niesmaczną kolację? Jak podaje autorka, pewna gospodyni domyśliła się kiedyś, że skoro goście nie podziękowali, to znaczy, że im nie smakowało. Oczekiwała, że mimo wszystko kurtuazyjnie podziękują. Mnie zaś nie sprawiłyby satysfakcji nieszczere komplementy i dziwię się, że komuś mogą sprawiać. Czy sztuczna kurtuazja naprawdę jest grzecznością? Dla mnie, wbrew powszechnej opinii, wręcz przeciwnie - to nieładnie co innego myśleć, a co innego mówić (np. komplementować dla zasady), nawet jeśli się ma dobre intencje. Potrzebna jest nam do dowartościowania się, bo lubimy, jak się nas chwali? Przecież nie powiedzieli, że jedzenie było ohydne, lecz jedynie przemilczeli sprawę. Ja nie widzę w tym niegrzeczności, ale wiem, że w kwestii oceny podobnej sytuacji wśród Polaków będą skrajne opinie. 

Ponieważ lubię książki o archaicznych obyczajach, sięgnąłem też po „Konopielkę” Edwarda Redlińskiego, którą również znajdą Państwo w naszym katalogu.  Najpierw jednak obejrzałem film, stąd na portalu https://www.filmweb.pl/ zamieściłem komentarz, w którym napisałem m.in.:  

Reformator obyczajów ma trudno, może spotykać się z niezrozumieniem, więc pozostaje apelować o to, żeby nie obrażać się na niego zbyt pochopnie (a może ma rację?), lecz spróbować zastanowić się nad jego argumentami. Często coś, co z początku wydaje się niedorzecznością, po latach staje się normą, o czym świadczą zmieniające się obyczaje. Tego nie zatrzyma się, ale ktoś musi najpierw się odważyć zachować niezgodnie z normami, wbrew stereotypom, żeby proces ruszył. Wiedząc, że ściągnie na siebie krytykę - niewdzięczna rola. Może z czasem ludzie dostrzegą, że jego sposób działania jest w życiu efektywniejszy niż trzymanie się wpajanych zasad, które może sprawdzały się kiedyś, ale nie w obecnej rzeczywistości. Z takimi trudnościami mierzyli się także ci, którzy chcieli unowocześnić filmowe Taplary.

Pojawiła się jedna, ale budująca odpowiedź użytkownika burlesco, bardzo pasująca na finał tej części rozważań:

Niestety, obrażalskość i obrona przez atak jest nadal typową 'polską' reakcją. Mam nadzieję, że POROZUMIENIE będzie kiedyś podstawowym przedmiotem w szkole :)

Na szczęście współczesna Polska różni się znacznie od archaicznych obyczajowo Taplar, ale jest jeszcze sporo do zrobienia. Takie teksty jak ten mają na celu zachęcenie do zwiększenia otwartości na dyskusję.

Z tematem kultury, ale i poprawności języka, wiążą się pytania, które nadesłała nasza koleżanka Magdalena:

  • czy po formie grzecznościowej i zwrocie do adresata w mailu, np. „Szanowna Pani” lub „dzień dobry” treść właściwą rozpoczynamy dużą czy małą literą?
  • czy po „z poważaniem” lub „pozdrawiam” stawiamy przecinek?

Z pomocą przychodzi tu Poradnia Językowa PWN i wyjaśnienie prof. Małgorzaty Marcjanik (2002 r.).  W pierwszym przypadku wszystko zależy od tego, czy zakończymy zwrot przecinkiem, czy wykrzyknikiem (Szanowna Pani, / Szanowna Pani!). Po przecinku kontynuujemy zdanie od nowego wiersza, więc piszemy małą literą, natomiast po wykrzykniku nowe zdanie trzeba zacząć dużą literą. Odpowiedź na drugie pytanie jest jednoznaczna: nie stawiamy żadnego znaku interpunkcyjnego.

Jeszcze warto wspomnieć, że skrót Sz.P. stosowany w adresach na kopertach, jak wyjaśnia Adam Wolański z tejże poradni (2022 r.), piszemy bez spacji.

Marcin Galant

zlote.pioro@mbp.kalisz.pl

https://mbp.kalisz.pl/p,190,klub-milosnikow-polszczyzny-zlote-pioro#skip

Banery/Logo