Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zamknij

Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu - Złote Pióro 74: Satyra to nie hejt

Złote Pióro 74: Satyra to nie hejt

Ponieważ nie znalazłem czegoś takiego jak Dzień Satyryka, postanowiłem upublicznić tekst w prima aprilis.

Na moje zainteresowania satyrą wpływ miały nieistniejące już programy telewizyjne takie jak „Dziennik Telewizyjny” i „SEJF” Jacka Fedorowicza, „Zulu Gula” Tadeusza Rossa oraz radiowy „ZSYP”. Brakuje mi teraz takich pozycji w ofercie stacji. Najbardziej fascynowało mnie, że trzeba było domyślać się, o co chodziło. To rozwijało myślenie. Samo znalezienie rozwiązania było wystarczającą nagrodą. Nawet jeśli kogoś denerwował ten rodzaj humoru, to gdy zdarzyło mu się z nim zetknąć, przynajmniej ćwiczył umysł i rozumiał kawał. Mimo że czasem słyszałem, iż oglądam głupoty, to jednak uważam te produkcje za wartościowe i edukacyjne. Nabyte umiejętności przydają się teraz w pracy, bowiem w artykułach niejednokrotnie posługuję się grami słów i skojarzeniami. Czytelniczka, która kieruje do klubu najwięcej pytań, zauważyła ten styl.

A oto dzieła moich mistrzów:

Jacek Fedorowicz

Programy Jacka Fedorowicza opierały się na montażach wywiadów na zasadzie: ktoś coś powiedział, a po pytaniu prowadzącego i dopasowanej do niego odpowiedzi wyszło coś innego. Wykorzystywano podobieństwa słów, czyli tworzono kalambury. Nie trzeba było znać prawdziwego kontekstu słów, żeby się śmiać, ale gdy akurat pamiętałem, z jakiego wywiadu zaczerpnięto je, było to jeszcze ciekawsze niż w przypadkach nieznanych wypowiedzi. Czasem nawet żałowałem, że nie wiedziałem, o co chodziło naprawdę w oryginale, mimo że efekt po montażu i tak był zabawny. Niestety do tej pory nie dowiedziałem się np. skąd się wziął liść Pastusiaka, o którym rzekomo mówił bodajże Józef Oleksy!

Zdarzało się, że politycy byli przedstawiani w sposób kompromitujący, ale jednocześnie taki, iż każdy myślący widz wiedział, że sytuacja nie miała miejsca w rzeczywistości. Czy ktoś mógłby pomyśleć, że lekko kołysząca się na mównicy posłanka naprawdę śpiewa ludową pieśń, którą podstawiono pod jej wystąpienie? Nieraz odgrywano też rozmaite sceny, np. jak pod posłem z nadwagą rzekomo zapadła się podłoga w sejmie. Zwróćcie uwagę na napisy końcowe i prowokacyjną informację o wykorzystaniu materiałów bez zgody osób zainteresowanych, a czasem przy ich sprzeciwie.

Zdarzały się również odcinki specjalne. Zapraszano do nich znane osoby, których wizerunki wykorzystano.

Charakterystycznymi postaciami oprócz prowadzącego byli: mgr Mrotek, dr Aleksander i pani Dorota. W poniższym okienku możecie obejrzeć wybrane odcinki.

Tadeusz Ross

Ten artysta i zarazem polityk pozostał w mojej pamięci jako Zulu Gula, przybysz z dalekiego kraju, ubrany m.in. w specyficzną żółtą czapkę. Podstawą programu było prezentowanie słownictwa – otóż każde polskie słowo w języku obcym znaczyło zulu gula. Charakterystyczną cechą języka było nieodmienianie niektórych słów i niewyraźna wymowa.

Ośmieszano różne absurdy życia codziennego. Odgrywano zabawne sceny. Przypomina mi się np., jak pacjent tak użalał się nad swoim stanem zdrowia, że lekarz w końcu wypisał mu akt zgonu. Kiedyś dowiedziałem się też, że Polak wymyślił dziurę po to, aby na jezdni tworzyły się kałuże, bo bez dziur woda rozpłynęłaby się. Gry słów również były. W scenkach aktorzy grali polską rodzinę, która gościła przybysza z państwa Zulu Gula.

ZSYP

Również radio nie próżnowało w tej kwestii. To przykład na to, że słowo bez obrazu też może bawić. Jedynka emitowała „Zjednoczenie Satyryków Y Politykierów”. Audycję tworzyło wiele osób, m.in. Marcin Wolski, Marek Ławrynowicz, Ewa Szumańska i Kaliszanin Jerzy Kryszak. Składała się z niezależnych części takich jak choćby „Sympatyk”, „Noblesse oblige, czyli Réservoir vivre”, „Z pamiętnika młodej lekarki”. Jeśli mnie pamięć nie myli, był też „Salon odrzuconych”, choć nazwy nawet tego samego punktu programu zmieniały się, czego nie ukrywali sami bohaterowie.

Nie zapomnę udawania przez aktorów głosów polityków. Pewnego razu odtwórca roli Lecha Wałęsy warczał, a na pytanie, dlaczego to robi, odpowiedział, że testuje nowe rozruszniki. Dla wyjaśnienia – prawdziwemu Lechowi Wałęsie wszczepiono nieco wcześniej rozrusznik serca. Aby rozumieć takie żarty, trzeba było więc być na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami. 

Trochę wyjaśnień

Satyra nie jest wymysłem dwudziestowiecznym. Podczas ubiegłorocznego Narodowego Czytania przypomnieliśmy sobie także te dosadne utwory Jana Kochanowskiego. To jest właśnie istota rzeczy: ośmieszać dosadnie, choć w pewnych granicach, ale tak, żeby to było celne i śmieszne oraz aby dało się śmiać nawet z samego siebie.

Żeby tradycji klubu stało się zadość, padną definicje słowa satyra:

1. «utwór literacki ośmieszający i piętnujący wady ludzkie, obyczaje, stosunki społeczne itp.»

2. «ośmieszanie lub piętnowanie czegoś»

Źródło: https://sjp.pwn.pl/slowniki/satyra.html 

 

1. ośmieszanie

przedstawianie jakichś osób lub zjawisk w sposób ośmieszający je i bardzo krytyczny

2. utwór

utwór literacki lub film, który ośmiesza i krytykuje ukazywane w nim zjawiska, np. wady ludzkie, obyczaje, poglądy, stosunki społeczne

3. nestor

ogół osób zajmujących się pisaniem i przedstawianiem utworów satyrycznych

Źródło: https://wsjp.pl/haslo/podglad/74797/satyra 

Proszę więc nie mylić satyry z hejtemUtożsamianie tych dwóch pojęć byłoby nadużyciem. To nie są synonimy. Przecież hejt to:

«obraźliwy lub agresywny komentarz zamieszczony w Internecie»

Źródło: https://sjp.pwn.pl/slowniki/hejt.html 

 

1. zjawisko

pot.  ogół negatywnych emocji i ocen, które wyrażają się we wrogich i krzywdzących wypowiedziach pojawiających się masowo

2. na forum

pot.  wypowiedź, napis lub obrazek o wymowie wrogiej lub krzywdzącej kogoś

Źródło: https://wsjp.pl/haslo/podglad/67480/hejt 

Może problem mylenia tych terminów nie jest jeszcze bardzo duży, ale zauważyłem niepokojące początki. Otóż na pewnej prezentacji w zestawieniu różnych form dezinformacji pojawiła się... satyra. Co prawda z wyjaśnieniem, że jest to najmniej szkodliwa forma, ale zastanawiam się, czy ludzie są już tak niepojętni, że nie zrozumieją żartów, i uwierzą, że to, co było pokazane jako satyra, dosłownie w ten sposób wygląda w rzeczywistości? Byłoby bardzo źle. Mam wrażenie, że nadużywanie argumentu walki z dezinformacją wynika z wiedzy posiadanej przez krytyków satyry, że jest ona potężnym narzędziem. Doceniają ją, ale chyba zarazem boją się jej. Krzyżuje im plany.

Ja też jestem autorem memów, a więc można powiedzieć, że i satyrykiem. W nieistniejącym już papierowym wydaniu „Życia Kalisza” opublikowano ponad 60 moich humoresek fotograficznych.

A wiecie, skąd biorę zdjęcia ciekawostek i kwiatków językowych, które towarzyszą klubowym artykułom? Większość robię sam, choć zdarzało mi się wykorzystywać podesłane. Tym razem właśnie korzystam z prezentu od cioci – zajrzyjcie do galerii na dole. Nie wiem, czy sfotografowane przez nieznanego mi autora napisy są powiązane ze sobą, czy też stanowią element większej części – może był tam jeszcze jakiś znak, którego autor celowo nie objął? Kto to wie? To właśnie przykład, jak satyra pobudza wyobraźnię i prowokuje do takich pytań. Ale czy to źle? Przecież im społeczeństwo będzie bardziej myślące, tym mniej da sobą manipulować.

Marcin Galant

zlote.pioro@mbp.kalisz.pl 

https://mbp.kalisz.pl/p,190,klub-milosnikow-polszczyzny-zlote-pioro#skip

Banery/Logo